Wampir z internatu

przez , 14.sie.2015, w mitologiapolska

Wampir z internatu

(Reklama)

 

Początek tej historii sięga roku 1971. W łobżenickim ogólniaku pracował wtedy jako nauczyciel języka niemieckiego magister Antoni Rogalski, który właśnie przekroczył trzydziestkę, ale był samotny i mieszkał wraz z uczniami w internacie szkoły, zajmując mieszkanie dwupokojowe przeznaczone dla pedagogów. Jedną z jego uczennic  w pierwszej klasie była czternastoletnia Karolina Budnik, dziewczyna nieprzeciętnej urody i intelektu. Szczególny dar języków sprawiał, że opanowywała obcą mowę niezwykle szybko, nie robiąc przy tym błędów, będących zmorą koleżanek i kolegów. Karolina bardzo wpadła w oko młodemu nauczycielowi, którego podziw dla urody i talentów dziewczyny przerodził się z czasem w namiętność romantyczną bez mała, bo z uwagi na młodociany wiek dziewczyny miała w sobie wiele z zakazanego owocu, co jeszcze bardziej go podniecało. Aby nawiązać bliższy kontakt z przedmiotem swoich uczuć, Antoni zapraszał do swego mieszkania kilkoro zdolniejszych uczniów, w tym Karolinę pod pretekstem zgłębiania wiedzy językowej. Uczniowie ci przychodzili chętnie, także i dlatego, że czuli się wyróżnieni i w dużym stopniu dowartościowani.  Istotnie studiowano rozmówki niemieckie, tworzono dialogi, a konwersacja oscylowała wokół coraz to trudniejszych zagadnień językowych. Rogalskiego określano w tym gronie jako klawego faceta i boskiego nauczyciela. Urokowi Antoniego, który był mężczyzną przystojnym i wysportowanym uległa też Karolina. Nie do końca zdając sobie sprawę ze swoich uczuć, podkochiwała się w nauczycielu niewinnie, dziewczęco i gorąco. Adresat tych uczuć odkrył je bez trudu, nie bez satysfakcji i planów złowienia dziewczyny. Coraz częściej prosił ją o pozostanie, gdy reszta uczniów wychodziła już do domów i zatrzymywał ją pod byle pretekstem. Wreszcie wyznał jej miłość szaloną, której dziewczyna uległa, biorąc swoje niewinne zakochanie za równie namiętne uczucie. Na żale było za późno, oboje więc brnęli w tę miłość, snując niejasne plany na przyszłość ni to małżeńskie, ni to rodzinne. Dziewczyna wierzyła we wszystko, co jej zakochany nauczyciel obiecywał i ufając mu bezgranicznie, ulegała jego miłosnym  pożądaniom. Jej miłość do Antoniego Rogalskiego także dojrzewała, doroślała i stawała się coraz bardziej poważną.

Sprawa wyszła na jaw pół roku później, gdy jeden z pijanych maturzystów nakrył zakochanych w łóżku,  wtargnąwszy przez okno do pokoju germanisty. Zszokowanie opinii publicznej, rozpacz rodziców Karoliny i oburzenie ciała pedagogicznego było przeogromne. Dziewczynę zamknięto w pokoju na pierwszym piętrze w mieszkaniu jej rodziców, nie pozwalając nigdzie wychodzić i karmiąc suchym chlebem i wodą. Antoniego Rogalskiego na razie zostawiono w spokoju, a zastanawianie się nad tym co z nim teraz zrobić, przekraczało granice zdrowego rozsądku. Jedni mówili, że on nie jest winien, bo dziwka sama weszła mu do łóżka. Inni twierdzili, że winna jest dyrektorka szkoły, gdyż pozwalała na schadzki w mieszkaniu Rogalskiego. Jeszcze inni proponowali egzorcyzmy u niejakiego Pawła Konarskiego księdza z pobliskiej Górki Klasztornej. Na kim miałyby być odprawione te egzorcyzmy, nie określono. Minęły dwa tygodnie i w sprawę wmieszała się milicja, której ktoś doniósł o możliwości popełnienia przestępstwa. Antoni Rogalski dostał wezwanie na komendę MO. Jeszcze tej samej nocy zakradł się pod okno ukochanej i namówił, by zeskoczyła. Karolina bez chwili namysłu skacząc, znalazła się w ramionach Antoniego. Wsiedli na elegancki skuter  i wyruszyli w stronę lasu, nad Jezioro Długie.  Tam Antoni Rogalski wyjaśnił ukochanej, że grozi mu kilka lat więzienia, jako że ona, Karolina nie ma jeszcze piętnastu lat, w związku z czym może być oskarżony o pedofilię.

- Więzienia się nie boję – szeptał namiętnie Antoni – Nie mógłbym tylko znieść rozłąki z tobą, a sama myśl, ze mogłabyś pokochać innego, doprowadza mnie do obłędu. Myśl, że ktoś inny miałby ciebie kochać i tulić co nocy w ramionach, czyni mnie szalonym i niepoczytalnym – dodał gwałtownie – Dlatego postanowiłem, że dziś, zaraz, tutaj nad jeziorem popełnimy samobójstwo. Czy jesteś gotowa poświęcić dla mnie życie? – zapytał

Dziewczyna nie od razu odpowiedziała. Zapatrzyła się w granatową taflę Jeziora Długiego, w której odbijał się anemiczny tej nocy księżyc, igrając z niewielkim obłokiem, który nocą wydawał się zupełnie czarny.

- Jak mamy się zabić? – zapytała Karolina

- Mam sztucer myśliwski. Najpierw zastrzelę ciebie, a zaraz potem dam sobie kulkę w samo serce – odpowiedział z cicha.

- Dobrze. Zrób to, ale prędko – powiedziała lękliwie

Antoni mocno przytulił ją do siebie. Głaskał po włosach i delikatnie muskał je wargami. Drugą ręką sięgnął po sztucer i odwrócił lufą w kierunku pleców Karoliny, właśnie tam, gdzie spodziewał się znaleźć serce.  Padł strzał. A za chwilę drugi. Anemiczny księżyc schował się ze strachu za czarny obłok, który nadpłynął w samą porę.

Minęło kilka lat i o wypadku zapomniano, gdy nagle gruchnęła wieść po Łobżenicy, że w internacie straszy. Ktoś słyszy  kroki po skrzypiących schodach, w innych pokojach ni stąd, ni zowąd otwiera się okno z trzaskiem i do pokoju ze świstem wpada szalony wiatr tworząc przeciąg, jak w czasie burzy. Inni słyszeli ciężkie dźwięki łańcucha spadającego nagle na posadzkę korytarza. Opowieści tych słuchano tyleż chętnie, co lekceważąco. Tylko niektórzy kojarzyli je z samobójstwem zakochanej pary w 1971 roku. Inni pukali się w czoło lub śmieli się w duchu z mających bujną wyobraźnię mieszkańców internatu.  I tak nadszedł rok 1981. W  kwietniu znaleziono w jednym z pokojów internatu martwego ucznia trzeciej klasy liceum, niejakiego Adama Brożka.  Milicja bardzo szybko zbadała sprawę. Okazało się, że chłopak miał na szyi sine ślady jak po uduszeniu, natomiast żadnych szczegółów mogących naprowadzić na ślad mordercy nie znaleziono. Sprawę nazwano zbrodnią w „białych rękawiczkach” i nie nagłośnioną medialnie, wkrótce zapomniano. Ludzie byli wtedy zajęci innymi sprawami i tylko niektórzy co bardziej skłonni ulegać nastrojom, podejrzewali mord polityczny. Niemniej przyczyn tego zabójstwa nikt, milicji nie wyłączając, nie umiał wskazać. Sprawca zatem i motyw zbrodni pozostał nieznany.

Kolejne zabójstwo wydarzyło się w dziesięć lat później w 1991 roku w październiku.  Rankiem znaleziono ciało ucznia drugiej klasy Fabiana Niewiadomskiego, leżącego na wznak na podwórzu internatu. Policja natychmiast wykluczyła możliwość popełnienia samobójstwa ze względu na to, że nietypowa pozycja leżącego wskazywała na wypchnięcie go z okna drugiego piętra. Wybita szyba potwierdzała domysły funkcjonariuszy. Ktoś chcący popełnić samobójstwo raczej otworzyłby okno i wyskoczyłby twarzą na zewnątrz, a nie odwrotnie. Niestety poza domysłami znów nie znaleziono żadnych śladów wskazujących mordercę. Kolejna zbrodnia w „białych rękawiczkach” znów wstrząsnęła opinią publiczną, lecz na ogół nie kojarzono jej wprost ze zbrodnią poprzednią. Poszlaki wskazywały raczej na zbieg okoliczności, a podobieństwa na przypadek. O samobójstwie zakochanej pary nie pamiętał już nikt.

W roku 2001, gdy we własnym łóżku w jednym z pokojów internatu znaleziono ciało ucznia klasy maturalnej, Bogusława  Dymka z poderżniętym gardłem i kałużą krwi wokół, dyrekcja szkoły postanowiła zlikwidować internat. Pomysł był o tyle dobry, że coraz mniej uczniów w nim zamieszkiwało. Powstały w okolicy konkurencyjne szkoły średnie, liczba uczniów łobżenickiego liceum ulegała więc stałemu obniżaniu. Szkoła broniła się wprowadzając atrakcyjne przedmioty i profile klas. Ostatnia zbrodnia w internacie przeważyła szalę na rzecz jego likwidacji. Policja znów nie znalazła śladów, które pozwalałyby się chociaż domyślić motywu zbrodni. O wykryciu sprawcy nikt nie marzył.  Sprawę zamknięto, a internat wystawiono na licytację. Kupiec znalazł się dopiero dziesięć lat później. W lipcu 2011 roku jeden z komercyjnych banków chciał w Łobżenicy założyć filię. Były internat był budynkiem znakomicie się do tego nadającym, po generalnym remoncie i wyposażeniu w odpowiednie sprzęty, rzecz jasna. Na oględziny budynku przyjechało trzech poważnych facetów – przedstawicieli banku. Najważniejszy z nich nazywał się Jarosław Napieralski. Budynek obejrzano. Postanowienie o przystąpieniu do przetargu podjęto.  Podano sobie ręce z burmistrzem i innymi przedstawicielami urzędu. Na koniec Jarosław Napieralski chciał skorzystać z toalety, oddalił się więc, a pozostali wyszli na zewnątrz budynku, zapalając papierosy i gawędząc z cicha. Czekano długo, a Napieralski nie wracał. Jak przystało na gentelmanów, nie komentowano długiego pobytu szefa w toalecie. Po pół godzinie ktoś zdecydował się pójść do środka. Zapukał do drzwi toalety, ale bez odpowiedzi.  Wrócił i oznajmił oczekującym:

- Panowie, musimy wyważyć drzwi. Tam coś musiało się stać.

Nie czekano na powtórkę propozycji. Drzwi wyważono, a ich oczom ukazała się postać Napieralskiego wisząca na pasku od własnych spodni na spłuczce z nogami w muszli klozetowej.

- Boże! – zawołał ktoś na ten szokujący widok

Denata szybko odcięto i wezwano policję. Wykluczono samobójstwo, ale śladów mordercy znów nie było. Żadnych odcisków palców, żadnych śladów walki, próbek DNA czy innych podobnych rzeczy. Przyprowadzono psa policyjnego, niezrównanego Doga, rasy owczarek niemiecki. Pies tylko skulił się i zawył, a następnie poprowadził funkcjonariuszy prosto na cmentarz.  Zatrzymał się przy grobie Antoniego Rogalskiego, nauczyciela samobójcy. Tu znów zawył i skulił uszy. Nie bardzo wiedziano co z tym fantem zrobić. W dokumentach wygrzebano sprawę samobójstwa pary z 1971 roku, a potem po nitce do kłębka kolejno wszystkie morderstwa w internacie.  Choć wniosek wydawał się oczywisty, nikt nie chciał głośno wypowiedzieć, że winą za wszystkie te zbrodnie można obciążyć jedynie nieboszczyka-samobójcę. Rzecz była nie do wiary. Niemniej podjęto decyzję o ekshumacji. Odpowiednie służby z policją na czele wyznaczyły termin i grób odkopano. Ku zdumieniu wszystkich świadków tego wydarzenia, stwierdzono, że mimo upływu czterdziestu lat od pogrzebu, trumna dębowa stoi nienaruszona, ani wyglądem ani materiałem. Bez trudu wydobyto ją na powierzchnie i otwarto. Oczom policjantów ukazał się żółty trup całkowicie zachowany, jak zabalsamowany, tylko włosy miał bardzo długie do pasa i paznokcie długości dziesięciu centymetrów.  Ekipa ekshumacyjna stała w ciszy i zdumieniu. Wreszcie ktoś ręką ubraną w rękawiczkę dotknął policzka zmarłego. W tym samym momencie trup rozsypał się w żółty,  drobny proszek, który zaległ wnętrze trumny. Gdzieś zerwał się wiatr i ze świstem przeleciał nad stojącymi nad trumną. Zawirował i porwał ze sobą żółty proszek, unosząc go gdzieś w przestworza. W tym samym momencie trumna rozsypała się w proch. Na cmentarzu pozostał tylko odkryty dół i stojący jak w sennym letargu świadkowie tych zdarzeń.

 

Burmistrz Łobżenicy ogłosił kolejny przetarg na sprzedaż budynku po byłym internacie. Ta ulokowana przy ul. Złotowskiej nieruchomość czeka na nabywcę, który ma pomysł na zagospodarowanie sporej przestrzeni przeznaczonej na mieszkania i prowadzenie usług.

Zainteresowani ofertą powinni odwiedzić łobżenicki BIP, gdzie w zakładce „Przetargi” znajduje się szczegółowy opis przeznaczonych do zbycia nieruchomości. Do 26 sierpnia należy wpłacić wadium w postępowaniu związanym z kupnem posesji przy ul. Złotowskiej. Oprócz piętrowego, podpiwniczonego budynku w skład nieruchomości wchodzi budynek garażowo-gospodarczy i budynek gospodarczy. Budynek wymaga remontu, konserwacji i wymiany niektórych urządzeń i instalacji. Naprawy wymaga także pokrycie dachu oraz opierzenie. Więcej na
http://bip.lobzenica.pl/?a=3265
. Przetarg rozstrzygnięty zostanie 31 sierpnia.

IMG_0187-20150814-221318


1 Komentarz dla wpisu

  • ~Barbara

    Pani Lucynko! z uwagą przeczytałam Wampiro z internatu ale opuściłam (REKLAMA).Linijka po linijce odczuwałam strach .Co z moją pamięcią!!!.Wróciłam jeszcze raz do początku i wszystko się wyjaśnił :):)
    Uśmiałam się sama z siebie bo zawsze powtarzałam czytaj uważnie,nie po łepkach a tu sama się na to złapałam.Teraz już bez obawy o moją pamięć z przyjemnościa jeszcze raz przeczytałam od deski do deski.Dzięki za przysporzenie mi tylu emocji :)Jeszcze raz dzięki lubię te opowiadania,wiersze itp :)

Odpowiedz

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...