bardzosubiektywnerecenzje

Polak, Japończyk – dwa bratanki

przez , 05.lis.2015, w bardzosubiektywnerecenzje

Polak, Japończyk – dwa bratanki

 

Polak w muzyce Chopina, której najczęściej nie słucha, dostrzeże polskość, o przepraszam Polskość.  Szum wierzby płaczącej, lot bociana przez mazowieckie równiny, a niektórzy nawet (o zgrozo!) patriotyczny szmer strumieni i nurt rzek rozbijający się o leżące na brzegu kamienie. Bo Chopin jest polski i już. I tego faktu nie potrzeba udowadniać. Jest oczywisty dla każdego Polaka.  Ale nie dla Japończyków, którzy muzykę Chopina kochają i w przeciwieństwie do Polaków słuchają, czego dowodem większa ilość laureatów Konkursów Chopinowskich wśród Japończyków niż Polaków. Japończyk w muzyce Chopina widzi, a raczej słyszy, wartości muzyczne uniwersalne, właściwe ludziom, niezależnie od narodowości, rasy, religii i stanu posiadania.  Konieczna jest jednak wrażliwość muzyczna, aby tej wyjątkowej muzyki słuchać. Widocznie Japończycy ją mają. Co do Polaków… cóż – niektórzy maja, a niektórzy nie. Ale zaraz, czego to dowodzi? Ano tego, że Polacy na punkcie polskości – wydumanej i na pokaz – mają lekkiego szplina (gwara poznańska). Szplin ten jest na tyle poważny, że jak uczy historia, potrafi doprowadzić do katastrofy. „Alte Katastrophe ja, ja…”  - śpiewała pewna Niemka tuż przed wybuchem wojny. Oj, oby nie zaśpiewała teraz…

4b83b37c4b1ce_430

Zostaw komentarz więcej...

Anioł czy bestia?

przez , 16.wrz.2015, w bardzosubiektywnerecenzje

Anioł czy bestia?

 

Ktoś przysłał mi mailem wywiad z islamistą mieszkającym w Szwecji. Nie dosłuchałam do końca. A z tego, co zdążyłam wysłuchać wynikało, że islam jest zagrożeniem dla cywilizacji europejskiej i aby ją zniszczyć stosuje metody nieetyczne: podstęp, terror i wykorzystuje moralne osiągnięcia tej cywilizacji przeciwko niej. Wszystko to jest prawdą, ale ja nie dosłuchałam do końca. Dlaczego?   Bo mnie znudziło.  Ponieważ myślę, że istota rzeczy nie leży w religii. Chrześcijaństwo kiedyś robiło to samo. Eksterminacja pogan i heretyków oraz ludobójstwo Indian, a także wojny krzyżowe, które moim zdaniem z etycznego punktu widzenia niczym się nie różniły od II wojny światowej (różnice polegały jedynie na innych możliwościach technicznych) są tego dowodem. Europejczycy w ciągu swojej historii zniszczyli cywilizację grecko-rzymską, jako pogańską a także cywilizacje ludów pogańskich  w Europie i Indian w Ameryce. Historia lubi się mścić. Ale ja zasadniczo nie o tym. Moją myślą przewodnią jest to, że unicestwiająca  pojedynczych ludzi, a także narody a nawet cywilizacje działalność człowieka nie zależy od religii czy ideologii, którą aktualnie wyznaje. Podczas gdy Europa tonęła w chaosie i ciemnocie, to właśnie Islam przodował w rozwoju nauki i kultury. Było to w wiekach VII i VIII. Dlaczego Europejczycy, w tym Polacy, uciekają do ISIS? Bo odkryli w sobie potrzebę zabijania  (to brzmi strasznie!), odkryli w sobie bestię, która tkwi w człowieku niezależnie od wyznawanej religii czy ideologii (komunizm, nazizm). ( Ci Europejczycy dobrze wiedzą, że tam będą mogli mordować bezkarnie).  Bestia tkwi w człowieku, o czym świadczą niesamowicie krwawe dzieje świata, także te w okresach pokoju. Kto zgłębił  historię  ludzkości (nie tylko II wojnę pokazywaną na filmach, gdzie identyfikacja po stronie zwycięzców znieczula na okropności wojny) ten wie, że w porównaniu z człowiekiem wysiada nawet tyrranosaurus. Człowiek jest największym szkodnikiem w długiej historii Ziemi, a jego pomysłowość w zadawaniu śmierci i cierpienia nie ma sobie równych. Tyrranosaurus nie potrzebował intelektualnego uzasadnienia dla swoich zabójstw. Wystarczyło, że był głodny, jak każde zwierzę, zresztą. Człowiek nie chce spojrzeć prawdzie w oczy i zobaczyć jak w lustrze czym jest naprawdę, dlatego wymyśla intelektualne uzasadnienia dla swoich zbrodniczych czynów. A są to religie i ideologie. I tyle. Dlatego ja zachowuję stoicki spokój i robię swoje. Robię to, co uważam, że robić powinnam . A wiele jeszcze wody upłynie zanim człowiek z bestii wyewoluuje w anioła, a może nie wyewoluuje wcale?

40668_tyranozaur-20150916-105134

Zostaw komentarz więcej...

Mielno

przez , 09.sie.2015, w bardzosubiektywnerecenzje

Mielno

 

Główny deptak w Mielnie jest stukolorowy. Czego tu nie ma? Od domu „do góry nogami” po oswojonego węża, który oplata szyje i ramiona pragnących mocnych wrażeń turystów. Po jednej i po drugiej stronie ulicy zatrzęsienie sklepów, straganów i budek z coca colą, hot dogami i goframi. Między nimi sklepiki z wielobarwną i wszechogarniającą tandetą, pyszniącą się swoją bezwartościowością. A więc świat plastikowych zabawek, pokracznych pamiątek, śmieszących brzydotą upominków. A pośród tego morza triumfującej tandety cud. A może nie tyle cud, bo ten także ma coś z tandety, a raczej – jak księżna wśród przekupek – sklepik z cudownym bursztynem oprawnym w biel srebra, jak dzieło sztuki pośród bohomazów. Wszystko to chce się sprzedać, zauroczyć ceną, uszczęśliwić chwilą posiadania. Ludzi na deptaku wielu. Najczęściej o twarzach wulgarnych i pospolitych. U mężczyzn z cwaniaczkowatym wyrazem oczu, zdradzającym niekiedy podłość charakteru. U kobiet widać jakieś zmęczone niedokochanie, wyrażające się w nieperfekcyjnym makijażu i odrostach na farbowanych włosach. Dzieciaki nieuważne, niepohamowane w żądzy wrażeń, zblazowani młodzieńcy i piękne dziewczyny z minami jak na sweetfociach. I przelewa się przez deptak ta fala ludzi, ten wzbierający strumień, momentami występujący z brzegów, by jak powódź zalać prostopadłe wyloty ulic.
Zdążamy w kierunku plaży, porwani przez ten wartki nurt jak niesione siłą bezwładności gotowce na taśmie produkcyjnej. Morze coraz bliżej. Rozfalowane, deliryczne, bajkowe. W oddali wydmy z rzadką roślinnością, widoczne z promenady jak maskująca zieleń mundurów. Na brzegu łodzie, motorówki, ślizgacze i deski surfingowe czekające na swoją kolej, na swój użytek wieczny. Tu nikt nikogo nie zauważa, bo ludzie przychodzą w parach lub niewielkich grupkach i tak zostają, nie widząc innych. Jest pochmurnie i wieje wiatr. Ktoś na brzegu karmi chlebem krzyczące mewy. Jest ich mnóstwo. Szybkich z wiatrem i unoszących się w bezruchu na powietrzu, gdy fruną pod wiatr. Nikt nie rezygnuje z plażowania. Zza pazuchy tu i ówdzie wyciągane są butelki piwa lub mocniejszego alkoholu, by sobie wynagrodzić brak słońca. Morze jest piękne o każdej porze dnia i roku. Morze jest uzasadnieniem dla naszego tu trwania w bezruchu i bezczynności.

IMG_9905 (3)-20150809-164857

Zostaw komentarz więcej...

Otto Tarnogrocki – malarz urodzony w Łobżenicy

przez , 16.lip.2015, w bardzosubiektywnerecenzje

Otto Tarnogrocki – malarz

urodzony w Łobżenicy

 

Otto Tarnogrocki, urodził się w 1875 roku w Lobsens, a więc w rok po pierwszej  wystawie impresjonistów francuskich w atelier fotograficznym Nadara. Rok 1874 uznaje się za datę graniczną i początek sztuki impresjonistycznej, która zrewolucjonizowała zarówno warsztat malarski, jak i percepcję artystyczną. Od tej chwili rozwijają się kierunki nowe w sztuce i bardzo dalekie od obowiązującej do tej pory akademickiej estetyki. Kiedy dokładnie jego rodzina opuściła Lobsens nie wiadomo. Wiadomo, że dorastał w Strasburgu, Ulm i Dessau. Rozpoczął naukę jako malarz dekoracyjny, a następnie studiował w Królewskiej Szkole Sztuki w Berlinie, później w szkole artystycznej w Weimarze. 

59173_421898851249415_688574391_n

Ukończył naukę w Akademii Stuttgart pod kierunkiem Carlosa Grethe. (Staatliche Akademie der Bildenden Künste Stuttgart czyli Państwowa Akademia Sztuk Plastycznych, która została  założona w 1761 roku przez księcia Karola Eugeniusza). Aby doskonalić swą sztukę podróżował po Europie, między innymi malował kopie w Luwrze i terminował w pracowniach Colarossi i Martin. Należy do grupy artystów w Schwaan, małej urokliwej miejscowości w powiecie Rostock. Tam maluje pejzaże i uwiecznia na płótnie malownicze zakątki Schwaan. W 1905 roku przeniósł się do Szczecina, ale nie traci kontaktu ze Schwaaner Kolonie. Jest członkiem – Meklembursko – Pomorskiego Stowarzyszenia Artystów z siedzibą w Schwaan. Duży wpływ na jego sztukę wywarło malarstwo Alfreda Heinsohna, założyciela Schwaaner Kolonie.  W swoim rodzinnym mieście, Szczecinie malował ulice Starego Miasta. Szczecin prezentuje w jasnych kolorach, pełnych światła. W przeciwieństwie do intensywnego barwienia obrazów,  jego wirtuozowskie malarstwo przedstawia delikatne zimowe pejzaże i widoki na morze. Malował impresjonistyczne krajobrazy i motywy z portu w Szczecinie.  W swoich pracach wykorzystywał często pastę do butów i szczotkę nadając im wyraźne czarne i białe struktury, w połączeniu z miękkimi odcieniami szarości.

otto-tarnogrocki-20150716-022508 

Wiele z jego prac padło ofiarą pożogi wojennej. Pozostałe obrazy zostały zapakowane, nieuszkodzone do skrzynek i wywiezione, prawdopodobnie z powodu polsko brzmiących nazw. Zostały one utracone od tamtego czasu. Otto Tarnogrocki zmarł 1946 roku w Nienhagen (Bad Doberan). 

Tylko nieliczne dzieła tego niezwykłego artysty są znane, choć zostały nagrodzone medalami  na wielu wystawach sztuki.
Galeria-Muzeum Kunstmühle posiada siedem prac, w tym trzy duże rysunki  pejzaży  zimowych. Czternaście prac jest własnością Pomorskiego Landesmuseum ( Muzeum Krajowe).  Muzeum Narodowe (polskie) w Szczecinie posiada  trzy obrazy. Wiele obrazów, akwareli i rysunków tuszem znajduje się w rękach prywatnych.

1383935_598941853501127_112498813_n-20150716-022439

Zostaw komentarz więcej...

Poezja smaku i przejrzystość myśli…

przez , 28.maj.2015, w bardzosubiektywnerecenzje

Poezja smaku i przejrzystość myśli…

 

Ryszard Rozworowski jest poetą. Ludowym poetą krajeńskim. Zresztą do każdej rzeczy, którą w życiu robi podchodzi z poetycka wyobraźnią i refleksyjnym dystansem. Na przykład nalewki. Specjalność domu. Tak, niewątpliwie potrzeba długich przygotowań, by taka nalewkę przyrządzić. Ryszard nie zdradzi, jak je robi, w jaki sposób i w jakim czasie. Bo wszystko ma znaczenie, by ten końcowy efekt był właśnie jak poezja. Poezja smaku i przejrzystość myśli – to motto życiowe Ryszarda.

Z zawodu jest stolarzem. Z zamiłowania poetą. Stolarka, to też trochę artystyczny zawód. Stylowe meble, które zdobią jego salon, zrobił sam. Sam położył boazerię i podłogi. Dawno to było. Dziś to wszystko przypomina dobre stare drewno. Bo drewno jak stare wino, im starsze, tym lepszy efekt. Na ścianie rogi i dwie autentyczne szable ułańskie, zapewne pamiątka po przodkach.

Ryszard recytuje swój wiersz „Kot profesor”, a potem opowiada: – Przyszły mi do głowy te myśli, gdy lekarze i pielęgniarki wyjeżdżali na zachód i u nas służba zdrowia zaczęła kuleć. Oj, mocno kulała i kuleje do dziś. A ja mam kota, który leczy lepiej niż niejeden lekarz. Zawsze siada na miejsce, które cię boli i zabiera ten ból, a dodaje ci energii do życia. Kot leczy tak, jak leczy bioenergoterapeuta. Prądami – opowiada Ryszard mocno przejęty – Czy wierzysz w to, że człowiekowi może przyśnić się wydarzenie, którego na jawie nie był świadkiem? – pyta. Miałem sen. Przyśnił mi się chłopak, którego ludzie utopili w Młotkówku. Długo go szukali. A on mi we snie powiedział, że leży sobie na dnie jeziora i nikt nie podejrzewa, że nie żyje. Poszedłem na policję. Powiedziałem. Znaleźli chłopaka, tak jak powiedziałem – Tak, tak… Są w człowieku niezbadane moce. Nikt ich nie może do końca przewidzieć…

Ryszard lubi historię. Nie tę wielką i uczoną, a tę małą, zasłyszaną od starych ludzi, od rodziców, sąsiadów, przyjaciół. Zna miejsca, w których te historie, pomieszane z mitami i legendami, ale zawsze zawierające mądrość i naukę na przyszłe życie, działy się. Miejsca te, świadkowie ważnych i mniej ważnych wydarzeń, upamiętnionych przez ludzi, wyrytych w kamieniach pamiątkowych, świadectwa pamięci i czasów odległych Ryszard lubi odwiedzać. Postać, podumać nad kruchością człowieczego losu, pomodlić się. Być może kiedyś wybierzemy się z panem Ryszardem w takie miejsce, sprawdzić naocznie jego historię, pogadać i powspominać dawne czasy, które już nigdy nie wrócą.

Ryszard mieszka w Łobżenicy od dawna. Tak dawna, że nie pamięta. Ale wiersze o Łobżenicy i Górce Klasztornej należą do jego ulubionych i… najpiękniejszych. Oto kilka z nich.

 

DAWNE I WSPÓŁCZESNE DZIEJE ŁOBŻENICY

O ziemię, co zwą dziś Krajną, królowie miecza sięgali.

Prosty lud szedł i walczył, i nieraz ginął gdzieś w dali.

Powstają wciąż nowe domy, zmienia się okolica

I tak wśród borów powstało miasto zwane dziś Łobżenica.

Nieopodal, tam gdzie Maryja pastuszkom się ukazała,

Lud wzniósł świątynię, by hołd móc Matce Boga oddawać.

Panno Najświętsza, tyś z obrazu góreckiego wszystko widziała,

Jak Hitler napadł na Polskę, zbezcześcił ludzkie ciała.

Z Bożą łaską i dzięki Twej pomocy szło i walczyło wojsko,

By Łobżenica była Łobżenicą, a Polska została Polską.

Do Twych świętych progów i dziś lud zewsząd wędruje,

Prosząc Cię o zdrowie, bys uśmierzyła bóle.

Mijają chwile, płynie czas…

Boże spraw, by pokój na wieki trwał.

 

ŁOBŻENICA WCZORAJ I DZIŚ

Szedłem z Północy na Południe, ucichł gwar ulic.

Mury zaczęły mówić historię miasta Łobżenicy.

Tu gdzie stoją teraz domy, kiedyś cieniste rosły krzewy.

Grunt był nieduży, wokół szumiały wody.

Wędrowny lud tu się osiedlił,

Czyniąc tę ziemię sobie poddaną.

W trudzie pracy i znoju dni mijały.

Lecz ciężkie było ich życie,

Choroby wciąż panowały.

Śmierć się wkradała do licznych domostw, nie lada żniwo zbierała.

Gdy czarne chmury groźnie nadchodzą, lud ogarnia trwoga.

Wśród płaczu tłum na kolana pada, ręce składa do Boga.

Najświętsza Maryja Panna nad ludem się zlitowała,

Pastuszkom, co krowy paśli, na drzewie się ukazała,

Dobre słowo stroskanym zanieść kazała.

 

MATKO BOSKA GÓRECKA

Stare dęby tyle wieków wysławiają Matko Ciebie,

Bo Ty czuwasz nad Narodem w każdej trosce i potrzebie.

Jesteś z nami tu na ziemi, choć Twe miejsce jest już w niebie.

Gdy patrzysz na niedolę, która czeka małe dziatki,

Potok łez wylewasz, ból  ściska serce Matki.

Za te wszystkie łzy wylane, przeprasza Ciebie lud ubogi.

Z łzami w oczach i pokorą przekraczamy Twoje progi.

Już pół wieku przeminęło, jak koronę Ci włożono,

Bo Ty czuwasz nad Narodem.

Królowo Górecka, bądź przez wszystkich uwielbioną.

 

SEN MIASTA ŁOBŻENICY

Jaki Włodarz, takie miasto – przykład bierzmy z góry.

Chwała tym, co miasto pracą swą bogacą.

Każdy czyn i każda myśl wartość swą dowiedzie,

Gdy nauczy pracy nowe pokolenie.

Miasto szepcze cicho, gdy milknie ulica:

Chcę być piękna w słońcu i w blasku księżyca.

Proszę was rodacy moi, czas zakończyć waśnie,

Pracą można stworzyć to, co ważne zawsze.

 

KOT PROFESOR

Mój ty kocie profesorze

Nie wybieraj się za morze

Lepiej lecz swojego pana

Bos ty bestia wychowana

 

Twe mądrości co posiadasz

Zastępujesz też lekarza

Naucz się ty polskiej mowy

Recept pisać bądź gotowy!

 

Służba zdrowia jest tak chora

Że zabraknie nam doktora

Bo wyjedzie za granicę

I spustoszy okolicę

 

A zostanie lud ubogi

Co z ledwością ciagnie nogi

Na lekarstwa wciąż brakuje

Prosty naród opłakuje

 

Wspominając dawne czasy

 

W dobre czasy cała biała

Pielęgniarka przy drzwiach stała

I na słowo siostro boli

To z rozwaga i powoli

 

Zastrzyk da, igłą ukłuje

Moment mina wszelkie bóle

 

Dziś przy oknie w końcu Sali

O ma duszę diabli grali

Graja w karty o ma duszę

Ja się ledwo w łóżku ruszam

 

W tym brzęk niczym muszka

I przy łóżku dobra wróżka

Precz wy diabły przecz wy sfora

Ja już pędzę po doktora

 

Nic wam dzisiaj do tej duszy

Może się pan doktor ruszy

Damy życiodajnej wody

Bo ten pan jest jeszcze młody

 

Niech piastuje swoje wnuki

I ich goni do nauki

By rządzili mądrze krajem

Aby kraj nasz stał się rajem

 

Nikt nie jechał za granicę

Nie pustoszył okolicy…

IMG_6642-20150528-084317IMG_6644-20150528-084348IMG_6657-20150528-084439

Zostaw komentarz więcej...

Płyta nagrobna Jagaczyków w kościele św. Trójcy w Łobżenicy

przez , 01.kwi.2015, w bardzosubiektywnerecenzje

Płyta nagrobna Jagaczyków w kościele

św. Trójcy w Łobżenicy

- To jest tablica ufundowana w 1595 roku przez mieszczanina łobżenickiego Jakuba Jagaczyka dla rodziców – Jana, rajcy miejskiego, zmarłego w 1576 roku i Jadwigi zmarłej w 1595 roku. W rogach znajdują się podobizny ewangelistów: Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. Do 1932 tablica znajdowała się w posadzce kościoła. Chciałbym ją oczyścić, ponieważ jest częściowo zamalowana olejną farbą – mówi proboszcz ksiądz kanonik Karol Glesmer.

W istocie płyta nagrobna mieszczan łobżenickich Jagaczyków jest jednym z najciekawszych zabytków Łobżenicy. Kto wie czy nie najciekawszym i najstarszym. Ja nie znam zabytku starszego. Wszystkie z wyjątkiem fary, zbudowanej prawie w całości w 1622 roku, pochodzą w wieków XVII-XIX. Rzecz jasna jest w Izbie Muzealnej dłubanka datowana na bardzo wczesne wieki, ale zabytków z Izby Muzealnej nie bierzemy pod uwagę. Zrobimy kiedyś wywiad z kustoszem tej izby Grażyną Kukułką, by poszerzyć swoja wiedzę na interesujący nas temat. Wróćmy jednak do płyty. Jest to płyta kamienna o wielkości 105 na 186 cm z aplikacjami metalowymi, wmurowana w północną ścianę kościoła przy wejściach pod chórem. Do 1932 roku umieszczona była w posadzce przed ołtarzem głównym. W narożach płyty znajdują się cztery mosiężne medaliony z ewangelistami i inskrypcjami na wstęgach: s. marcus, s. mathaevs, s. johanes i s. lucas. Pośrodku płyty znajduje się kartusz z gmerkiem. Wyjaśnimy – kartusz jest to ozdobne obramowanie herbu, emblematu, monogramu, napisu lub malowidła, a także motyw ornamentowy w postaci ozdobnej tarczy. Natomiast gmerkiem posługiwali się mieszczanie jako znakiem graficznym wyróżniającym ich rodzinę (gmerki rodzinne) lub jej członka (gmerki osobiste), umieszczane na pieczęciach (prawnicy), budynkach (architekci), obrazach (malarze) czy innych przedmiotach będących wytworami rzemieślniczymi. Z czasem zaczęto używać gmerków na podobnej zasadzie, na jakiej szlachta używała herbów. Często gmerki można spotkać na nagrobkach.  Takim gmerkiem jest znak na naszej płycie nagrobnej. Jeszcze jeden termin wyjaśnię, mianowicie bordiura, która jest ozdobnym obramowaniem płaskorzeźby, kompozycji malarskiej lub graficznej, w formie pasa z ornamentem roślinnym lub geometrycznym, niekiedy z motywami figuralnymi. Nasza bordiura zawiera obszerną łacińską inskrypcję, którą warto byłoby przetłumaczyć. Wynika z niej, że zmarły był rajcą miejskim i wysoko cenił swój ród. Mam pewien pomysł-hipotezę. Ponieważ fara została w latach pięćdziesiątych XVI wieku przekazana przez właściciela Łobżenicy Jana Erazma Krotoskiego Jednocie braci czeskich, której był członkiem, a zabrana zdaje się dopiero po śmierci ostatniego z Krotoskich, co nastąpiło na początku XVII stulecia, wysunę hipotezę, że płyta nagrobna Jagaczyków nie jest dziełem katolików, a braci czeskich. Hipotezę potwierdzałaby obecność ewangelistów na płycie i jakoś nie pasujący mi do tradycji katolickiej znak graficzny zwany gmerkiem. Całkowity brak symboliki katolickiej, w tym Matki Boskiej, mógłby moja hipotezę potwierdzać. Kluczem do rozstrzygnięcia tej kwestii byłoby odczytanie inskrypcji. Niestety, nie znam na tyle szesnastowiecznej łaciny, by tego dokonać.

IMG_6379j-20150809-174132

Zostaw komentarz więcej...

Śmierć za ile?

przez , 20.sty.2015, w bardzosubiektywnerecenzje

Śmierć za ile?

Mówi się o marketingu Charlie Hebdo, że śmierć jest dobrą reklamą i że ktoś na niej zrobi ogromne pieniądze. Wszystko to są fakty. Lecz czy ten marketing trafia w próżnię? Nie do ludzi. To ludzie, którzy w ogóle nie interesowali się Charlie Hebdo lub, jeśli przypadkiem wpadł im w ręce, odkładali być może z zażenowaniem, być może z nutką optymizmu w głosie, że oto znów produkują się głupcy, ale bez widocznego entuzjazmu. Dziś ci ludzie chcą wiedzieć: ile warta jest ta śmierć, bo nie wiedzą, że jest bezcenna, jak każda śmierć. Chcą wiedzieć ile, po prostu ile. A że umieją liczyć tylko pieniądze, nic dziwnego że przeliczają na euro. Na końcu się okaże, że o tej bezcennej śmierci wszyscy dawno zapomnieli i będą co roku składać hołd Mamonie, prawdziwemu zwycięzcy całej tej historii.

angels15923_1579705715596784_5881825702840361787_n

Zostaw komentarz więcej...

W czym tkwi nieprzyzwoitość?

przez , 16.sty.2015, w bardzosubiektywnerecenzje

W czym tkwi nieprzyzwoitość?

Kiedy chodziłam do szkoły średniej, wychowawca naszej klasy organizował nam wycieczki do ciekawych polskich miast i były to jedne z najprzyjemniejszych chwil, jakie wspominam z czasów mojej młodości. Jedna z tych wycieczek zawiodła nas do Oliwy, gdzie wiekowa katedra, z niezliczonymi dziełami sztuki, stała sobie w również zabytkowym parku, po którym biegaliśmy niesyci wrażeń. Jednak do katedry wejść mógł nie każdy. Wszyscy byliśmy skąpo odziani, w szorty i lekkie bluzeczki i w tamtych cudownych, komunistycznych czasach, nikt nie robił z tego problemu. Ale do kościoła wejść nie można było. W katedrze oliwskiej, przed wejściem stał wściekły cerber, który selekcjonował kto wejść może, a kto nie. Facetów z reguły wpuszczano. My, dziewczęta – wtedy szesnastoletnie, miałyśmy włożyć na siebie brudne fartuchy do ziemi, przykrywające naszą „nieprzyzwoitą nagość”. I dziewczyny wkładały śmiejąc się i żartując. Chociaż miałam wielką ochotę zobaczyć oliwskie dzieła sztuki i posłuchać koncertu na słynnych oliwskich organach, zbuntowałam się i był to mój pierwszy w życiu bunt przeciwko stereotypom. Powiedziałam, że ja tej upokarzającej szmaty, którą na sobie miała inna kobieta, a przed nią jeszcze inna, nie założę. I odeszłam. Chodziłam sobie po parku, by w końcu usiąść na ławeczce. Siedząc tak, bawiłam się palcami stóp, które podciągnęłam pod siebie. Rozmyślałam. Nie mogłam zrozumieć, co może być nieprzyzwoitego w ładnych dziewczęcych nogach. Dziś już wiem. Tylko brudne, obleśne męskie myśli tłumione zakłamaniem religijnym…

Zostaw komentarz więcej...

Jestem Charlie Hebdo

przez , 14.sty.2015, w bardzosubiektywnerecenzje

Jestem Charlie Hebdo

(Z mojego kobiecego punktu widzenia)

 

Teraz przedstawię dwa szokujące fakty: 1. Historia ludzkości jest niewiarygodnie krwawa i 2. Tę historię tworzyli na ogół mężczyźni. Cóż, wniosek stąd taki, że ta połowa ludzkości jest bardzo agresywna i lubi bawić się w zabijanie. Dziś światem wstrząsnęła historia Charlie Hebdo. I to znów na 100 % męska sprawa. W redakcji nie było ani jednej kobiety. Rysunki Charlie Hebdo były niewybredne, a właściwie chamskie. To  nie ulega wątpliwości. Ale nie było to chamstwo wyjątkowe, raczej powszechne, a chamstwo muzułmanów – czyli ich odpowiedź przewyższyła chamstwo Francuzów o wielkość kosmiczną. I znów wśród morderców nie było – rzecz jasna – ani jednej kobiety.  Polacy nie byliby Polakami, gdyby w tej historii nie objawili wszem i wobec swojej zakompleksionej małości. Bo Polaków na wiele nie stać. Nie muszę dodawać, że chodzi o Polaków płci męskiej? Polska prawica (Terlikowski & s-ka) pokazała swoje malutkie chamstewko, twierdząc, że nie jest Charlie Hebdo, podczas gdy cały wstrząśnięty zbrodnią świat wyrażał solidarność z ofiarami i potępiał morderców. Polska prawica pozostała neutralna. A mnie skojarzyło się to z polską „neutralnością” w czasie gdy działa się największa zbrodnia ludzkości – Holocaust  (heh – też męska sprawa!). Cóż chamstwo wśród ludzi jest powszechne. Ale chamscy do tego stopnia  potrafią być tylko faceci. Dlatego moimi idolkami są dwie wspaniałe Polki: Barbara Nowacka i Kazimiera Szczuka. I choćbyś nie wiem jak się starał(a), chamstwa w nich nie zobaczysz. Dlatego pora na kobiety, na tę mądrzejszą część ludzkości…

angelsxz10456451_436593629820981_5660117988469893642_n

Zostaw komentarz więcej...

O profesorze Jerzym Robercie Nowaku słów kilka

przez , 18.gru.2014, w bardzosubiektywnerecenzje

O profesorze

Jerzym Robercie Nowaku słów kilka

Byłem wczoraj na spotkaniu z nim w Górce Klasztornej. Wygląd dość dystyngowany. Starzec z rozwianą siwą fryzurą i wąsem a’la Einstein. Za ciasny garnitur, a w nim dusza pragnąca przede wszystkim być wielkim moralnym autorytetem dla Polaków. Dla mnie nie jest.

O gospodarce:

Ogólniki o planie Balcerowicza, na temat których wie wszystko nawet pięcioletnie dziecko. O rozgrabieniu polskiej gospodarki. Też ni c nowego. I temat gospodarczy w sumie skończył się bardzo szybko, podejrzewam, że z braku kompetencji profesora.

Mizoginizm:

W rządzie krytykował przede wszystkim kobiety. Zarzucał im brak kompetencji. W rzeczywistości  u profesora zagrał kompleks starego zatwardziałego mizoginisty, który w powiązaniu z naleganiem by tworzyć organizacje paramilitarne w celu obrony Polski i polskości przed grożącym nam ze strony Putina i Merkel atakiem – także nuklearnym – daje śmieszny obraz faceta obsesyjnie pragnącego poczucia siły i potęgi. Do zmywania naczyń, profesorze! Będzie pan mniej śmieszny w tej roli!

Poezja:

Profesor Nowak raczył także wypowiedzieć się na temat poezji. Komunały znane od czasów przyznania Nobla Wisławie Szymborskiej, że oto stalinowska poetka, a teraz robi za autorytet, a Herbert zawsze był, no proszę, prawicowy. Otóż po pierwsze samemu profesorowi zarzuca się chwalenie osiągnięć komunizmu i potępianie powstania węgierskiego 1956 roku. (W sprawach Węgier profesor uważa się za autorytet). A co do poezji to profesor nie ma o niej bladego pojęcia. Poezja współczesna, a szczególnie poezja Wisławy Szymborskiej nigdy nie ustawiała siebie w pozycji autorytetu moralnego, czego profesor nie może pojąć. Poezja nie jest od moralizowania, lecz od przeżywania piękna i rzeczywistości w sposób niebanalny, twórczy i odkrywczy. Ponieważ żadne tezy profesora wygłoszone na spotkaniu niebanalne ani odkrywcze nie były, nie dziwota, że profesor poezji nie rozumie, lub że rozumie ją na modłę dziewiętnastowieczną. Co do Herberta, też się myli. Jako że kto zna jego poezje i drogę życiową, kto rozumie poezje Pana Cogito, ten wie że Herbert zawsze miał ogromne wątpliwości co do wiary w istnienie Boga, a jako prawowity katolik nie deklarował się nigdy. Z jego prawicowymi poglądami też nie zanadto, bo Herbert się w ogóle tym nie zajmował. Kto czytał „Barbarzyńcę w Ogrodzie” ten wie, że Pan Cogito to przede wszystkim wysublimowany esteta i nawet na sprawy polityczne patrzył z tego punktu widzenia. Pisał na przykład o komunizmie: „Jest to kwestia smaku. Tak smaku…” Herbert był jak Petroniusz, który na widok prześladowania chrześcijan odwrócił się plecami i w ten sposób wyraził swój stosunek do tego rodzaju poczynań władzy. Ani Szymborska ani Herbert nie byli bojownikami moralności ani polskości, ale byli i są chlubą naszego kraju. Gdyż byli wspaniałymi poetami, a nie żadnymi autorytetami. Byli poetami, wielkimi i wspaniałymi, subtelnymi  o wysublimowanym sposobie spojrzenia na zycie, a każdy ich wiersz to małe dzieło sztuki, miniatura, utkana misternie ze słów. Ale tego takie profesory, bajające komunały, śmieszne, ośmieszające Polskę i Polaków, nie rozumieją. Ja uważam, że takie głazy jak profesor Nowak nie powinni się w ogóle publicznie wypowiadać. I kto dał mu tytuł profesora?

Szkodnictwo:

Profesor Nowak jest szkodnikiem. Ogłupia tysiące ludzi, a ściślej utwierdza tych ludzi w ich głupocie. Gdyż tak naprawdę „autorytet” Nowak mówi ludziom to, co chcą usłyszeć. Robi za autorytet, ale tak naprawdę nic nowego, nic odkrywczego, nic twórczego nie ma do powiedzenia.  Jest rzecznikiem świętej polskiej tradycyjnej ciemnoty, która od czasów kontrreformacji nie daje się zwalczyć, właśnie dzięki takim oszołomom jak Nowak.

Polemika:

A ja wbrew profesorowi Nowakowi uważam, że największym zagrożeniem dla Polski i polskości są:

Pazerność kleru na władzę i kasę

Złodziejski i warcholski charakter Polaków

Święta polska tradycyjna ciemnota i nieuctwo

Amen

angelsIMG_3093

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...