wyboricena

Niewinność kołem się toczy…

przez , 06.paź.2015, w wyboricena

Niewinność kołem się toczy…

Nie wiadomo co kierowało Jasiewiczem, że tak radykalnie zmienił poglądy. Być może tylko czysta kalkulacja polityczna, a nie dążenie do prawdy. O roli żydowskich judenratów i żydowskiej policji w wywożeniu Żydów z gett do komór gazowych, pisała dawno temu Hannah Arendt, żydowska filozof i historyk Holokaustu. Wielu innych wybitnych Żydów także pisało o bierności amerykańskich organizacji żydowskich wobec Holokaustu i roli judenratów. Nie dlatego więc nazywa się Jasiewicza antysemitą. Nikt zdrowo myślący nie będzie dziś zaprzeczał roli samych Żydów w Holocauście, ani roli Żydów w NKWD i partii komunistycznej w deportacjach całych polskich rodzin do gułagów, a także ich mordowaniu na miejscu po 17 września. Nie dlatego nazywa się Jasiewicza antysemitą. Błędem i niedojrzałością Polaków jest uparte nieprzyznawanie się do polskich zbrodni na Żydach lub ich minimalizowania, albo – o zgrozo – usprawiedliwiania! Każdy naród powinien rozliczyć się ze swoich zbrodni, także Polacy. Rozliczyli się Niemcy, rozliczyli się Żydzi. Polacy także powinni. I tak jak nie jest antysemityzmem przypominanie roli judenratów w Holocauście, tak nie jest antypolonizmem żądanie rozliczenia się Polaków ze swoich zbrodni z okresu II wojny, w tym także na Litwinach i Ukraińcach. I to rozliczenie wcale nie pomniejsza cierpień polskich ofiar II wojny. I głupim, i dziecinnym  jest tłumaczenie, że np. Ukraińcy zabili więcej Polaków na Wołyniu niż Polacy Ukraińców. Dlaczego za zbrodnię na jednym człowieku należy się najwyższa kara? Bo każde życie ludzkie jest bezcenne. Także żydowskie, ukraińskie i litewskie, nie tylko polskie. Wojna nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla zbrodni. Dlatego zbrodnie polskie nie są moralnie bardziej usprawiedliwione od zbrodni innych nacji. Nie są tez mniejsze, dlatego że polskie. Prawdę trzeba mówić, nie tylko o innych, ale także o sobie.

Polski nacjonalizm jest niedojrzały, a nawet dziecinny. We wszystkich anty – (antysemityzmie, antyrusycyzmie, antygermanizmie, antyanglicyzmie itd… itp… – bo Polacy nie lubią żadnej nacji) wyraża się doskonale ten narodowy dziecinny egoizm, który usprawiedliwia całe polskie zło jednym kłamliwym pociągnięciem – bo polskie. I to według Polaków wystarczy za całą etykę.

Zostaw komentarz więcej...

Skazani na zło?

przez , 09.wrz.2015, w wyboricena

 Skazani na zło?

 

Pewna reminiscencja z przeszłości, zapomnianej i odrzuconej: „Dwa teatry” – sztuka Jerzego Szaniawskiego, w której autor, samotnik i wrażliwiec, zadaje pytanie fundamentalne, a jednocześnie burzące wszelkie schematy myślowe, obowiązujące dotąd  nawet w krytycznej wobec  kondycji  moralnej człowieka  myśli filozoficznej.  Jerzy Szaniawski w jednej z jednoaktówek „Dwóch Teatrów”, „Powodzi” rysuje dramatyczną sytuację zalanego przez powódź domostwa, w którym na strychu chronią się syn i stary ojciec. Woda ciągle przybiera. Wiadomo, że zalane zostanie także schronienie tych dwóch mężczyzn. Okazuje się jednak, że nadpływa łódź, wioząca innych mieszkańców zalanej wioski. Łódź jest pełna ludzi.  Wiosłujący mężczyźni twierdzą, że mogą zabrać tylko jedną osobę i może być to młody mężczyzna, jako że potrzebują rąk do wiosłowania. Syn decyduje się zostawić ojca na pastwę żywiołu, a sam wsiada do łodzi i odpływa.  Dramat kończy się rozpaczliwymi wołaniami samotnego ojca o pomoc. Szaniawski zadaje pytanie, trudne pytanie, lecz nie udziela odpowiedzi. Bo też pytanie jest z rzędu tych, na które odpowiedzi są niełatwe, jeśli w ogóle możliwe.

30 stycznia 1945 roku w swój ostatni rejs wyruszył niemiecki statek pasażerski MS Wilhelm Gustloff. Na jego pokładzie znalazło się ok. 10 tysięcy ludzi, Niemców uciekających z terenów zajmowanych przez Armię Czerwoną.  Gustloff został trafiony trzema torpedami z sowieckiego okrętu podwodnego i bardzo szybko poszedł na dno.  Niektórzy rozbitkowie zdołali ewakuować się w szalupach i na tratwach ratunkowych. Wielu skakało do morza i jeśli nie zabiła ich natychmiast hipodermia, usiłowali czepiać się przepełnionych szalup, by ratować życie. Reakcja pasażerów łodzi ratunkowych była  dramatyczna. W ruch poszły wiosła, którymi walono na oślep po rękach i głowach rozbitków. Padały też strzały. Sceny rozgrywające się nocą w przeraźliwym zimnie można bez przesady nazwać dantejskimi. Tragedia Gustloffa była największą w historii katastrof statków pasażerskich. Pochłonęła około 6 tysięcy ofiar.

Dziś mamy w Europie dramat uchodźców z  ogarniętych wojną krajów Bliskiego Wschodu i Afryki. W Grecji i na Węgrzech znów bici są ludzie, uciekinierzy przed wojną, przemocą, agresją.  W ruch idą pały, gazy i plastikowe kule. Bezbronni ludzie w tym kobiety i dzieci, traktowani są jak stado dzikich zwierząt, przeznaczone na rzeź. A u nas dyskusja, ocierająca się niemal o skandaliczne pytanie, czy uchodźcy to ludzie? Prawica, siejąc strach i zamieszanie, podburza rodaków przeciwko imigrantom, a episkopat zachowuje się skandalicznie.  Nieliczne głosy rozsądku giną w morzu strachu przed „terrorystami z ISIS”, mającymi kryć się wśród uciekinierów. I znów emocje biorą górę nad rozumem. Sytuacja na razie nie przypomina tych powyższych, ale niewykluczone, że przy zwiększającej się liczbie uciekinierów zalewających Europę, bez szybkiej reakcji z jej strony, może stać się następną tragedią w dziejach naszego kontynentu. Jedno jest pewne, że bywają takie sytuacje, z których nie ma dobrego wyjścia.  Nie ma nawet mniejszego zła, którym staramy się uspokoić sumienie.  Czy zatem jesteśmy skazani na zło?

Landscap

Zostaw komentarz więcej...

Utracona cześć Katarzyny Blum

przez , 27.sie.2015, w wyboricena

Utracona cześć Katarzyny Blum

Jedną z moich ulubionych książek jest opowiadanie niemieckiego pisarza Heinricha Bolla pt. „Utracona cześć Katarzyny Blum”. Opowiada ona o przemocy społeczeństwa wobec jednostki za pomocą kłamliwego słowa, szczucia, wyrażania nienawiści i braku tolerancji. Boll opowiada historię miłości dziewczyny i anarchisty. Fakt, ze chłopak Katarzyny należy do nielegalnej organizacji, posłużył prasie za pretekst do niszczenia dobrego imienia dziewczyny, zaszczuwania jej anonimowymi telefonami, czy wyrażanymi w sposób wulgarny telefonicznymi przekazami pod jej adresem. Katarzyna Blum staje się ofiarą społecznego terroru, który robi z niej kobietę wyuzdaną, bez jakichkolwiek zasad moralnych, cyniczną i podłą. Terror społeczny, za który odpowiedzialna jest prasa brukowa, narasta z każdą chwilą, czyniąc z Katarzyny ofiarę plotki, pomówienia, kłamstwa i społecznej nienawiści. Katarzyna nie wytrzymuje. Zdobywa broń i strzela w odpowiedzialnego za jej krzywdę redaktora. Strzał był celny. Dziennikarz nigdy już na nikogo nie podniesie pióra. Losy Katarzyny Blum są ostrzeżeniem, a jednocześnie zawierają wiarę w to, że zło zostaje ukarane. Prędzej czy później. Fakt, że Katarzyna Blum sama wymierzyła sprawiedliwość, dowodzi, że nawet sprawy, które nie znajdują swojego finału w sądzie, mogą zostać pomszczone. Katarzyna sama oddała się w ręce policji i w więzieniu spotkała swojego ukochanego. Na tym powieść się kończy. Heinrich Boll za swoja twórczość dostał nagrodę Nobla, a opowieść o Katarzynie Blum doczekała się interesującej ekranizacji. Dobranoc Państwu.

skanowanie0003-20150827-223219

Zostaw komentarz więcej...

Przewartościowania

przez , 20.sie.2015, w wyboricena

Przewartościowania

Łobżenica jest miastem trudnym. Zapyziałość wyrażająca się m.in. w tym, że  nikt nikomu nie chce się narazić, gdyż wszyscy się tu znają jak łyse konie, powoduje że jak żadna cecha kwitnie tu hipokryzja. Sprawa koni pana P.G. wyszła na jaw dzięki filmikowi nagranemu przez wrażliwą na krzywdę zwierząt osobę – nie byłam to ja. Również nie ja zgłosiłam sprawę na policję, choć krok ten całkowicie popieram. Moją „winą” jest, że opublikowałam filmik na mojej stronie „Kocham Łobżenicę”.  Myślę, że gdybym nie opublikowała, wszyscy o bohaterskich wyczynach pana P.G. i tak dowiedzieliby się pocztą pantoflową, przy czym wyrażany byłby zapyziały pogląd, że przecież konie to tylko zwierzęta i kara dla pana P.G. jest niesłuszna. Pan P.G. zamiast powszechnego potępienia, zyskałby ocenę skrzywdzonego bohatera. Niestety, tak się nie stało, gdyż znalazła się osoba, która łobżenickiej zapyziałości powiedziała „NIE”. Opublikowanie filmiku uderzyło wprost w łobżenicka hipokryzję. Zmusiło łobżeniczan do zmiany stanowiska. Upubliczniona sprawa znęcania się nad zwierzętami spowodowała, że już nikt otwarcie nie może twierdzić, że nic się nie stało, a pan P.G. jest niewinnym bohaterem. Sprawę znęcania się nad końmi odłożono więc ad acta i dalej huzia na Józia oskarżać stronę „KŁ” o robienie sensacji i afery. Oskarżanie o złe dziennikarstwo i wszystko co tylko da się wymyślić, byle nie spojrzeć prawdzie w oczy. Że oto wielu obywateli naszego miasta pana P.G.  po cichu popiera. Skąd te zjadliwe komentarze na „KŁ” różnych panów S.Z. i jego adoratorki? Myślę, że stąd, że jest to próba zablokowania tworzenia się nowej społecznej niezapyziałej świadomości i integracji wokół nowych wartości, które „KŁ” jako społeczne medium przekazuje. Opublikowanie filmiku nie miało na celu sensacji, nagłaśniania jakiejś „afery” jak się wyrażono, ani niszczenia kogokolwiek, lecz tworzenie nowych wartości społecznych,  integracji wokół tych wartości i stworzenia społecznej presji wobec tych, którzy ich nie akceptują. Nowe rodzi się w bólach. Cieszę się, że jest coraz więcej łobzeniczan mających odwagę reagować, nie zważających na to, ze narażą się sąsiadowi,  koledze od kieliszka czy pożal się Boże, przyjacielowi teścia.

Zapyziałość Łobżenicy polega tez na indolencji społecznej. Nikt, ale to nikt spośród mieszkańców nie zrobi nic dla miasta. Dlaczego? Bo uważa, że od tego jest władza, a władza, jak wiadomo, chce nas wydymać. Nie tylko władza chce nas wydymać, ale sąsiad, sklepikarz, właściciel firmy itd… w związku z tym, chociaż chcemy nikomu się nie narażać, z wszystkimi dobrze żyć,  jednocześnie nikomu nie ufamy, wszystkim zazdrościmy i wszystkich obgadujemy.  W sumie jest to rzecz właściwie na zdrowy rozsadek nieosiągalna, ale w pełnej hipokryzji Łobżenicy możliwa. Dlatego jest to społeczeństwo mimo pozorów empatii bardzo opresyjne. Także i stąd, że jeśli ktoś narazi się panu X czy Y może z całą pewnością liczyć na zemstę.

A „Kocham Łobżenicę” nie boi się nikogo. Ani wójta, ani plebana. Ani pana P.G. i jego zwolenników, ani pana S.Z. i jego świty. „Kocham Łobżenicę” jest medium do bólu prawdziwym i niezakłamanym, niezależnym i wolnym.  Dla moich przyjaciół mam  miłość i szacunek, dla wrogów obrazek poniżej.

Voila, jak mówią Francuzi i obiecuję, ze nie pominę żadnej okazji, by z łobzenicką zapyziałością walczyć, także za pomocą podobnych filmików.

page

3 komentarze więcej...

Zwierzę? – Też człowiek!

przez , 02.kwi.2015, w wyboricena

Zwierzę? – Też człowiek!

 

Kto pamięta lata siedemdziesiąte ten wie, że wóz ciągniony przez konia, wleczący się po drogach nie był rzadkością. A sytuacja, jaką zapamiętałam miała miejsce w 1973 roku, kiedy „maluchy” i „duże fiaty” zaczynały zyskiwać popularność i wielu oszalało, by zdobyć talon na te samochody. Wielu jednak, szczególnie na wsiach telepało się tradycyjnie bryczką do kościoła w niedzielę, a drabiniastym do miasta w dzień powszedni. Tak też było tego dnia. Przed moim domem po drugiej stronie ulicy, gdzie nie było jeszcze znanego dziś wszystkim budynku przedszkola, „zaparkował” swój drabiniasty, zaprzężony w lichego konia chłop prosto z polnych dróg i wiejskich opłotków. Zaparkował i poszedł. Była może godzina dziesiąta. Dzień się robił pogodny i upalny. Cienia na mojej ulicy nie uraczysz, a chłop w barze wódkę żłopał i ani myślał o swoim stojącym w upale koniu. A koń długo stał cierpliwie, wreszcie nie wytrzymał i ruszył wolno, ciągnąc swój wóz na mój płot. Zatrzymał się wprawdzie przy nim, ale metalowy płot został wygięty i koń niecierpliwie poruszał głową w upale, bo go muchy żarły, pic i jeść też mu się pewnie chciało. Chłop pijany jak bela wrócił około osiemnastej. Widząc konia nie w tym miejscu, w którym zostawił, odpiął barczyk i nuż okładać zwierzę po grzbiecie aż zarżało. Nie wytrzymałam. Wybiegłam z domu i sprowadziłam delikwenta do parteru. Chociaż miałam wtedy tylko siedemnaście lat, nie wiem jak udało mi się doprowadzić agresywnego pijaka do tego, że zaniechał bicia. Coś usiłował odpowiadać, coś mruczeć pod nosem… Wreszcie wsiadł na kozioł i odjechał. Prawo było wtedy inne. Chłop, jeśli by za coś odpowiadał przed prawem, to za to, że jedzie po pijanemu, choć i na takie rzeczy oko przymykano. Natomiast na pewno nie za to, że znęcał się nad koniem. Cóż prymityw plus wódka nigdy nie dawały dobrego koktajlu. W taki sposób do dziś obrywa się nie tylko zwierzętom, ale także żonom i dzieciom. I naprawdę nie wiem, czy po powrocie tej męskiej szmaty do domu, coś takiego nie miało miejsca.

angelABmIMG_6495

Inną sytuację już niedawno opowiadała mi znajoma ze wsi. Jej sąsiad nażłopał się wódy i rozpierała go agresja nie do pokonania. Znalazł sobie coś w rodzaju szpicruty i poszedłszy do chlewa okładał świnię do tego stopnia, że zaczęła zdychać. Trzeba było ją zabić. Sadysta nie trzeźwiał potem jeszcze przez tydzień i kogo bił nie wiem, ale jeśli chodzi o mnie, to ja chętnie zrobiłabym mu to samo. Po trzeźwemu i z premedytacją. Ciekawe, że takie sadystyczne zapędy zdarzają się tylko facetom. Znam co prawda prymitywne baby, ale jednak wyżywają się  na otoczeniu w sposób bardziej cywilizowany.

angelABmIMG_8351

I ostatnia już scena, której byłam świadkiem w Łobżenicy. Główną ulicą jechał traktor i ciągnął za sobą przyczepkę taką, w której najczęściej przewozi się świnie. Na tej przyczepce była jednak krowa. Sadyście wydawało się widocznie, ze krowa może z tej przyczepki wyskoczyć, bo była przywiązana łańcuchem, ale w taki sposób, że serce się krajało, gdy na to patrzyłam.  Krowa była prawie powieszona, głowa zadarta do góry i nogi przednie w powietrzu. Prawdopodobnie bardzo ja to musiało boleć i być może się dusiła. Zwierzę ryczało, cierpiąc męczarnie. Jechało oczywiście na rzeź, ale mądry i wrażliwy człowiek sprawiłby, żeby przynajmniej przed śmiercią nie cierpiała.

angelABmIMG_2721

Te trzy przypadki, które tu opisałam są przykładem okrucieństwa, sadyzmu, bezmyślności i prymitywizmu człowieka. Nie ulega wątpliwości, że są to przypadki patologiczne. Nie mogę zrozumieć, że tacy ludzie jeszcze istnieją na tym świecie w XXI wieku, bo według mnie człowiek taki powinien raczej żyć wśród  prymitywnych plemion koczowniczych z epoki brązu niż w cywilizowanym świecie.  Zwierzęta czują i cierpią w takim samym stopniu jak człowiek i tylko sadysta bez sumienia może tego nie zauważać.

Zostaw komentarz więcej...

Ekscentrycy

przez , 29.mar.2015, w wyboricena

Ekscentrycy

Kiedy przechodziłam dziś przez Orlik, spotkałam siedzącą na ławeczce i odpoczywająca Olę Kopczyńską. Któż by nie znał Oli… Ekscentrycznie ubrana, z ekscentrycznym wózkiem na zakupy przemierza ulice, wioząc stosy puszek z jedzeniem dla kotów, papierem toaletowym, którym czyści kuwety, wypełnioną porcjami rosołowymi, na których gotuje ryż dla swoich zwierząt, reklamówką, opakowaniami ryżu i makaronu. Wszystko to dla jej ulubieńców, których zebrała niemałe stadko. Ciekawe, że nigdy nie zauważyłam wśród jej zakupów rzeczy dla siebie, zawsze tylko dla kotów. Ach, Ola wzbudza niemałe emocje wśród mieszkańców naszego małego miasteczka. Jednych wkurza, innych złości, jeszcze innym obraża ich zdrowy rozsądek, który jak sądzą posiadają. Dlaczego? Może dlatego, że jest inna, żyje inaczej niż wszyscy, ubiera się inaczej, zachowuje inaczej, ale najbardziej dlatego, że ma w tylnej części ciała to co ludzie o niej mówią, czego od niej oczekują i to, że jest obiektem obmowy co bardziej lubiących pouczać innych i interesujących się życiem innych, osobników obojga płci. Nie ulega wątpliwości. Ludzie ci uważają, że Ola nie pasuje do pejzażu miasta. Ale Ola wrosła w niego bardziej niż inni, właśnie przez swoją rozpoznawalność, inność i ekscentryczność. Nie wiem jak kto, ale ja gdy spotkam Olę, lubię się zatrzymać i pogadać. Lubię słuchać opowieści Oli o jej pupilach, z których każdy jest inny i, o których Ola może opowiadać godzinami, gdyż mimo ich ilości, rozpoznaje każdego kota z osobna, każdego woła po imieniu, każdego cechy wyróżniające bezbłędnie określa. Ola jest dla nich mamą. Krzątającą się po mieszkaniu jak ojciec Wirgiliusz, który liczył dzieci swoje a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje… Lubię Olę, choć bywa czasami trudna i nieznośna, choć przywykła w samotności mówić, co myśli, nie oglądając się na konwenanse. Lubie Olę także za jej konsekwencję…

Dziś opowiedziała mi historię kotki, która błąkała się po ulicy 1 Maja. Ola od razu zauważyła, że kotka nie czuje się jakby była u siebie. Przechodząc przez ulicę była bardzo niezdecydowana i przestraszona. Udała się na Sienkiewicza, a zaniepokojona o jej los Ola poszła za nią. Tam kotka wślizgnęła się przez niedomkniętą bramę na jedno z podwórzy. I właśnie tam spotkało kotkę coś strasznego. Ola nie posiadała się z oburzenia i grozy. Kobieta, mieszkanka domu, do którego należało podwórze, uderzyła niczego nie spodziewające się zwierzątko ogromnym kijem, a uderzeniu temu towarzyszył wrzask nieprzeciętnej głupoty, graniczącej z opętaniem. Ola zareagowała natychmiast. W krótkiej rozmowie uświadomiła kobietę, że zwierzę nie robi nic złego i że się zwierząt nie bije. Ola nie poprzestała na tym. Sprawę zgłosiła na policję, która zmuszona do interwencji, pouczyła winną zajścia. Ola dowiedziała się od policjanta, że winowajczyni przyrzekła, że już nigdy czegoś podobnego nie zrobi. Pozostał problem z kotką. Ola usiłowała znaleźć jej właściciela. Gdy to się nie powiodło, zabrała zwierzątko do swoich włości. Kotka oswoiła się szybko, znalazła sobie ulubione miejsce, na którym śpi. Ale ślad po uderzeniu kijem w postaci dużej opuchlizny pozostał. Nie wiadomo, czy kotka do końca wyzdrowieje.
- U mnie nie maja luksusów – mówi Ola – Nie ma: miód, malina, ale na pewno ich nie biję – zakończyła i podreptała wolno swoją ulicą, wioząc swój ekscentryczny pełen puszek wózek na zakupy.

angelABmIMG_5992

Zostaw komentarz więcej...

Kto łamie Konstytucję RP?

przez , 15.mar.2015, w wyboricena

Kto łamie Konstytucję RP?

 

Gdy ponad dwadzieścia lat temu wprowadzono lekcje religii do szkół, atmosfera była nieco inna. Kościół Katolicki miał pozytywną opinię w związku z poparciem opozycji w okresie stanu wojennego. Żywa wciąż była legenda księdza Popiełuszki, który zginął bardziej jako opozycjonista niż męczennik za wiarę. Nawet ateiści zdawali sobie sprawę z tego, że mimo siły indoktrynacji światopoglądowej komunistów, ogromna większość społeczeństwa pozostała wierząca. Religia w szkole była ułatwieniem dla rodziców, którzy nie musieli swych pociech prowadzić na te lekcje po zajęciach szkolnych, a Episkopat zarzekał się, ze księża i zakonnice nie będą pobierać pensji. Rzeczywistość szybko zweryfikowała ten idylliczny obraz. Religii zaczęli uczyć ludzie, których często żaden rozsądny dyrektor nie wpuściłby do szkoły. Pojawiły się tabuny zidiociałych i zdewociałych katechetów. Wpływ Kościoła na szkołę nie ograniczył się do prowadzenia religii. Czarę goryczy przelała niedawno historia szkoły, w której obowiązkowa modlitwa z religii przeniosła się na matematykę, zaś dziecko, którego ojciec zwrócił uwagę na tę nieprawidłowość zostało zaszczute. Przez kolegów, ale także przez postawę nauczycieli, dyrekcji szkoły i władz gminy.

Szkoły i ich dyrekcje często łamią Konstytucję Państwa Polskiego, gdy angażują swój autorytet w organizację pozalekcyjnych imprez religijnych i nie tylko…
W jednej z miejscowości wisi plakat podpisany przez dyrekcję gimnazjum informujący o tym, że uczniowie tegoż gimnazjum zorganizowali w kościele drogę krzyżową. Kto był tego inicjatorem, nie muszę tego mówić? Oczywiście szkolny nawiedzony katecheta. Konstytucja RP mówi o tym, że Państwo Polskie zachowuje bezstronność w sprawach religijnych. W w/w przypadku Konstytucja została złamana!

2 komentarze więcej...

Księga Dwunasta: „Kochajmy się…”

przez , 13.lis.2014, w wyboricena

Księga Dwunasta: „Kochajmy się…”

A ja kocham moich wrogów
Tak na przekór, wbrew wszystkiemu.
A ja kocham moich wrogów
Wbrew chamowi i głupiemu.
A ja kocham moich wrogów
I nadzieja mi się śni…
Że i oni… kiedyś… w Bogu…
No a co? Nie wolno mi?

a10450524_1550967501803939_6194225459642138080_n

Zostaw komentarz więcej...

Misja specjalna

przez , 10.lis.2014, w wyboricena

Misja specjalna

Zdzisława Bosak i Małgorzata Smoguła kandydują do Rady Powiatu. Obie kobiety nie stworzyły kłamliwych programów wyborczych, które zaraz po wyborach lądują na intelektualnym śmietnisku-pobojowisku, a wszystko co miało być zmienione na lepsze, toczy się w najlepsze dawnymi koleinami. Kandydatki mają konkretny cel, który chciałyby urzeczywistnić. A jest nim szkoła specjalna dla dzieci niepełnosprawnych w naszej gminie. Obie kandydatki starają się o powołanie takiej szkoły już ponad rok. Ciężko jest jednak ruszyć z posad bryłę świata, gdy nie jest się blisko władzy. Ludziom, którzy czegoś naprawdę chcą, czegoś konkretnego i tak bardzo potrzebnego, jak szkoła dla niepełnosprawnych dzieci, piętrzą się trudności i stosy papierów oraz biurokracja, przesłaniają cel. Choć piękny i bardzo potrzebny, gubi się w ogólnej niemożności.
Powołanie szkoły specjalnej dla dzieci niepełnosprawnych leży w kompetencji Rady Powiatu, dlatego kandydatki zdecydowały, że ten pomysł tam sfinalizują.
- Dzieci niepełnosprawne potrzebują fachowej opieki, bo sama integracja bez zaplecza fachowego nie zda egzaminu – mówi Zdzisława Bosak – Szkoła integracyjna, na bazie szkoły ogólnodostępnej, powinna mieć klasy specjalne, w których treści edukacyjne oraz metody pracy byłyby dostosowane do potrzeb i możliwości dzieci niepełnosprawnych. Powołanie szkoły specjalnej daje dzieciom niepełnosprawnym lepszą jakość życia. Pragnę przypomnieć, że kilkanaście lat temu taka szkoła była w Luchowie i jest wspominana bardzo dobrze.
Rodzice dzieci niepełnosprawnych często spotykają się z niezrozumieniem społeczeństwa. Są oskarżani o roszczeniowy stosunek do władz. A prawda jest inna. Matki dzieci niepełnosprawnych poświęciły się swoim dzieciom bez reszty. Nie mają życia prywatnego ani zawodowego. Dzieci te często wymagają całodobowej opieki. Kilkugodzinnym wytchnieniem dla rodziców jest przedszkole, gdzie dzieci te przebywają i bawią się ze zdrowymi rówieśnikami. Nie ma w Łobżenicy miejsca dziennego pobytu, gdzie można by na dwie godziny powierzyć dziecko fachowej opiece, gdy trzeba załatwić ważne sprawy. Dzieci wymagają opieki lekarskiej i rehabilitacji, która kosztuje niemało. I to nie jest kwestia nieuzasadnionych roszczeń. Dzieci zdrowe mają ten komfort, że takiej opieki nie potrzebują. Maja wiele z tej racji, ze są zdrowe.
W Łobżenicy powstało Koło Rodziców Dzieci Niepełnosprawnych przy TPD, którego przewodniczącą jest mama ośmioletniej Oliwii, Małgorzata Smoguła. Pani Małgosia objechała całą gminę, by zaprosić rodziców dzieci niepełnosprawnych do współdziałania.
- W naszej gminie są warunki, by powołać szkołę specjalną. Warunki kadrowe i lokalowe – mówi Zdzisława Bosak -Nie chcielibyśmy, by nasze dzieci były zmuszone dojeżdżać do Szkoły Specjalnej w Pile lub przebywać tam w Internacie. Dla każdego dziecka ośmioletniego zdrowego, czy niepełnosprawnego pobyt tygodniowy z dala od domu jest dużym stresem i się takich rzeczy od zdrowych dzieci nie wymaga. Tymczasem dzieci niepełnosprawne mają dojeżdżać codziennie 50 kilometrów do Piły lub zamieszkać w Internacie, z dala od rodziców.
- Liczymy na to, że uda nam się ideą szkoły specjalnej w Łobżenicy zarazić innych radnych w Radzie Powiatu, bo jest naprawdę potrzebna. Da naszym dzieciom lepsze szanse, lepszą przyszłość i sprawi, że będą się uśmiechały często i wesoło, jak dziś – dodaje Małgorzata Smoguła.
A my dodajmy, że będzie to uśmiech na wagę złota. Życzymy Zdzisi i Małgosi poparcia społecznego dla ich misji specjalnej w Radzie Powiatu. Życzymy urzeczywistnienia szlachetnej idei. Rodzicom dzieci niepełnosprawnych tolerancji i życzliwości, empatii i zrozumienia, a dzieciom radosnego jutra.

anIMG_1997

Zostaw komentarz więcej...

List do Eustachego

przez , 07.lis.2014, w wyboricena

List do Eustachego

Czy zgodzisz się ze mną Eustachy, że od kiedy człowiek wytworzył kulturę, na świecie istnieje dobro i istnieje zło? Otóż jest kwestią interpretacji, co jest tym dobrem, a co złem. Poeta radziecki Włodzimierz Majakowski napisał uroczy wiersz dla dzieci „Co znaczy dobrze a co znaczy źle”. Wykłada w nim swoja teorię dobra i zła. I uczy dzieci, że dobro jest wtedy, gdy dziecko będzie się myło. Dla mnie słuszne, choć w Polsce mimo XXI wieku nie tak oczywiste. O potrzebie codziennego brania prysznica jako dobru pisał też Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) w swojej genialnie prostej publikacji „Niemyte Dusze”. Swoją drogą warto by Witkacego uznać za wieszcza naszego niemytego narodu. Ciekawe, religie, które maja to do siebie, że często mówią o nieczystości i czystości, nie namawiają do systematycznych i częstych kąpieli. Słynny proboszcz z Ars, święty Jean Maria Vianey wprost twierdził, że jest dumny z tego, że śmierdzi. Podobno słynął z cudów, ludzie racjonalnie myślący z jego epoki, twierdzą natomiast, że słynął z tego, że obrzydliwie śmierdział, bo obok szatana najbardziej nienawidził wody i mydła. Ale wracajmy do Majakowskiego. Co jeszcze słynny radziecki poeta uważał za dobro? Otóż mówił on dzieciom: dobro jest wtedy, gdy będziesz się uczył. Sprawa tez w Polsce wątpliwa.  Wszyscy uczniowie, a szczególnie ich rodzice chcą żeby ich dzieci miały dobry stopień, ale treści nauczania  nie interesują ich zupełnie,  podobnie studenci: chcą mieć wyższe wykształcenie, ale wiedza ich nie interesuje. No a o naukowcach nie wspomnę. Ilość plagiatów w Polsce przekracza  wszelką możliwą do zaakceptowania liczbę. I dalej uczy Majakowski, że dobro to znaczy pracować, gdy się jest dorosłym i to dobrze pracować, żeby „Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej…” No cóż praca to ostatnia rzecz, którą Polak skłonny byłby polubić, a dobra praca, to cos co się w głowie Polaka pomieścić nie chce, bo on tonie w bylejakości, kombinatorstwie i udawaniu, że pracuje.

Teraz zastanówmy się co mówi prawo boże. Otóż prawo boże mówi w tym miejscu: będziesz się modlił, żebyś był zdrowy i długo żył. I to jest dobro według bożego prawa.  Hm… Osobiście uważam, że modlitwa to strata czasu, pieniędzy i… rozumu. Ale jak kto tam sobie woli.

A zatem różne są spojrzenia na to co jest dobre a co jest złe.

A teraz o prawie stanowionym. Człowiek powstał przez ewolucję, przez rozwój mózgu  i co za tym idzie zdolności poznawczych, powstała kultura i różne cywilizacje, a z nimi religie. Człowiek stworzywszy kulturę, widział, że są potrzebne jakieś regulacje życia społecznego. Inteligentni wymyślili boga, bogów i wszelkie historie o nich zwane mitami. Sprytni (kapłani) zaczęli wykorzystywać niewiedzę ludzi, by nad nimi panować. Stąd wymyślili oni prawa i nazwali bożymi. Mark Twain powiedział: „Religia powstała, gdy pierwszy oszust spotkał pierwszego głupca”.  Nie zauważyłeś  Eustachy, że prawo boże kosztuje? I to wcale drogo? I wymiernie, bo w konkretnych walutach? Społeczeństwa wyzwalając się (bardzo powoli) spod dominacji religii, starają się stworzyć świecką etykę i świeckie prawo, które oczywiście na tym świecie nie jest doskonałe. Czasami trzeba wybierac mniejsze zło. Tak jest w przypadku aborcji. Dobro kobiety jest ważniejsze niż zarodek. Mówisz Eustahy, a co jeśli ktoś podważy stanowione prawo do aborcji? A co Eustachy, jeśli ktoś podważy twoją wiedzę na temat poczęcia? Uważasz: od poczęcia człowiek. Naukowcy mówią: zarodek. A zarodek to nie człowiek, tylko właśnie zarodek. Cóż stąd, że kościół naucza od poczęcia człowiek? Dawniej za świetym Tomaszem z Akwinu nauczał: „Zarodek ludzki płci męskiej staje się człowiekiem po czterdziestu dniach od poczęcia, a zarodek płci żeńskiej  po osiemdziesięciu dni ach od poczęcia” . Ani jedna ani druga doktryna kościoła nie została udowodniona. I jest to kwestia wiary, której nie masz prawa nikomu narzucić. Natomiast jako chrześcijanin masz prawo a nawet obowiązek przestrzegać jej w swoim osobistym życiu.

A co do podważania, to rozwój właśnie polega na nieustannym podważaniu  status quo.  I w tym tez mieści się ryzyko związane nieodmiennie z wolnym wyborem.

Żyjąc ryzykujemy. W niemal każdej chwili naszego życia podejmujemy ryzyko. Genialna Wisława Szymborska ujęła to tak: „ Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy/ Z tej przyczyny/ Zrodziliśmy się bez wprawy/ I pomrzemy bez rutyny”. Każdy ponosi jakies ryzyko, ryzyko wolnego i niczym nieprzymuszonego wyboru. Wyjątkiem są tu ludzie religijni, którzy tak obwarowali swoje życie różnymi, często bezużytecznymi przepisami i rytuałami, że o wolnym wyborze nie może być mowy. Cóż widocznie już tak mają. Ryzykujemy, że spotkamy ludzi, którzy zechcą nas skrzywdzić. Nie będę się rozwodzić nad ustrojami państwowymi. Ale jest to też ryzyko demokracji, że znajdzie się ktoś taki jak Hitler, który ją wykorzysta, by rozpętać wojny i eksterminować ludzi. Jakie rządzą tym mechanizmy, to inna para kaloszy i nie miejsce tu na to. Piszesz winne jest prawo stanowione. No tak w III Rzeszy prawo ustanowił Hitler, człowiek winien śmierci milionów osób. On nie wybierał mniejszego zła. Nie posiłkował się też nauką. Jego celem była ekspansja narodu niemieckiego na cały świat, a w związku z tym podbój i eksterminacja innych narodów, które stały mu na drodze. Wielu jego żołnierzy było chrześcijanami i nie powstrzymało to ich przed zabijaniem. Twoje twierdzenie, że gdyby prawo boże było ważniejsze od prawa stanowionego, Hitlera by nie było, jest naiwne i dowodzi, że w ogóle nie znasz życia i ludzkiej psychologii.

Myślę, że dla papieży i kościoła jednak prawo boże powinno być ważniejsze niż prawo stanowione. Wiesz przecież Eustachy, że tak nie było. Wiara w prawo boże nie uchroniła kościoła przed licznymi zbrodniami i eksterminacją zwykłej ludności. A co było tego przyczyną? A no podobnie jak dla Hitlera ekspansja i chęć panowania nad światem. Nie widzę różnicy między eksterminacją Prusów, Jaćwięgów, Indian, albigensów przez kościół, a eksterminacją Żydów przez Hitlera. Nie widzę różnicy między wojnami krzyżowymi, podczas których mordowano muzułmanów na równi z Żydami, gwałcono kobiety i rabowano przybytki, a drugą wojną światową. Jedyna różnica to skala tych zjawisk, wynikająca z różnicy możliwości technicznych. Natomiast różnicy moralnej nie ma żadnej.

Tak więc dobro i zło na tym świecie nie zależy wcale od tego czy ktoś jest wierzący czy nie. Zbrodnie popełniane przez katolików mimo wiary w prawo boże, nie są jakościowo mniejsze od zbrodni innych ludzi.

Ty wierzysz w Boga, ok. wierz sobie. Ale nie narzucaj tej wiary innym. Ja wierzę w naukę, postęp także etyczny i w końcu stawiam na człowieka. I nie musimy się przyjaźnić, ale dajmy sobie spokojnie żyć.

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...